Pasta e Pesto w Kołobrzegu
Gdybyśmy wzięli pod uwagę jedynie pierwszą wizytę, ocena byłaby zdecydowanie wyższa. Niestety kilo soli zrobiło swoje.
Obsługa5.8
Smak6.4
Cena6.8
6.3Punktacja

Koniec tego dobrego. Naurlopowaliśmy się, najedliśmy, napróbowaliśmy nowych smaków, wreszcie przyszedł czas, żeby się tym wszystkim podzielić. Dziś opowiemy o naszej wizycie w kołobrzeskiej restauracji Pasta e Pesto.

K: Na Pasta e Pesto natknęłam się przypadkiem w necie. Zaintrygowały mnie skrajnie różne opinie. W przewadze były to dobre notki wystawiane tamtejszej kuchni, ale ostro obrywało się obsłudze. Byliśmy na miejscu, wielkimi krokami zbliżała się nasza mała prywatna uroczystość, więc stwierdziliśmy, że świętowanie w restauracji to dobry pomysł. Byłam bardzo podekscytowana, bo odkąd kilka lat temu zainteresowałam się kuchnią włoską, przestałam praktycznie chodzić do włoskich lokali, bo serwowały potrawy na niższym poziomie niż mój domowy. Widocznie to złe lokale były…

Postanowiłam do Pasta e Pesto pójść głodna, bo chciałam spróbować jak najwięcej potraw. Liczyłam na to, że na dwóch daniach się nie skończy. O tym jak się straszliwie pomyliłam przeczytacie niżej. Trafiliśmy na piękną wrześniową pogodę, więc usiedliśmy w zadaszonym ogródku.

Obsługa zjawiła się szybko. Na pierwszy ogień poszła zupa. Kusiła mnie strasznie ostra zupa z owocami morza, ale większą ochotę miałam na grzybową. Zwłaszcza, że pani, która nas obsługiwała zapewniła, że jest z samych borowików. No to jak mogłam nie wziąć? 🙂

Pierwsze jednak pojawiło się czekadełko w postaci bruschetty z pomidorami i jak to czekadełko – było przeraźliwie małe (i całe szczęście), zniknęło więc natychmiast pożarte przez dwa głodomory. Całe szczęście na zupę nie trzeba było długo czekać.

I tutaj drodzy państwo wkraczamy do raju. To była najsmaczniejsza zupa grzybowa, a raczej borowikowa, jaką w życiu jadłam! Duże kawałki grzybów nie pozostawiały wątpliwości, jakiego ich rodzaju użyto do zupy, smak obłędny, konsystencja idealna, ilość kosmiczna. Zjadłam zupy jakieś 2/3 i stwierdziłam z przerażeniem, że już nie mogę. Chcę, bardzo chcę, ale przecież nie podano jeszcze dania głównego.

Na drugą nóżkę, znaczy na danie główne wybrałam zapiekankę Penne Chef. Byłam bliska łez zostawiając sporą część zupy w miseczce, ale po cichu liczyłam, że danie główne też mnie zauroczy.  Niestety drugi orgazm nie był dany moim kubkom smakowym. Makaron zapieczony ze szpinakiem i krewetkami był jakiś taki nijaki. Bardzo poprawny, ale bez szału. Wyglądał imponująco, bo zapieczono go pod warstwą drożdżowego ciasta, ale od poziomu grzybowej dzieliły go lata świetlne.

A, zapomniałabym o koktajlu. Zamówiliśmy to owocowe cudo czyli koktajl Ale Bałagan, bo wszyscy go chwalili. I rzeczywiście było warto. Smak cudownie owocowy, niesamowicie ozdobione szklanki, super pomysł na ochłodę w gorące dni. Jedyne co mi przeszkadzało to zmielone pestki arbuza na dnie szklanki. Dotarłam do nich na sam koniec, dzięki czemu dowiedziałam się, że miksują arbuzy do koktajli jak leci, nie wyjmując wcześniej pestek. Trochę szkoda, bo ten mały szczegół psuje wrażenie i moją ogólną ocenę.

Mieliśmy też okazję przekonać się, jak to jest z tą obsługą w Pasta e Pesto – opinie o kelnerach są delikatnie mówiąc nie najlepsze. Cóż, na mnie obsługa robiła wrażenie zmęczonej, ale miłej. Naszym stolikiem zajmowała się pani, która faktycznie wydawała się smutna, ale ja nie oczekuję po kelnerach, że będą mnie zabawiać kurtuazyjną rozmową czy żartami. Zostaliśmy obsłużeni sprawnie i szybko, więc nie dołączę do szeregu osób narzekających na obsługę.

Nasze spotkanie z Pasta e Pesto miało swój epilog. Grzybowa z Pasta e Pesto śniła mi się po nocach, więc stwierdziliśmy, że odwiedzimy lokal jeszcze raz. Tym razem wiedziałam już, że zamówię jedynie zupę, bo porcje są tam tak solidne, że przystawka ma dla mnie objętość pełnego obiadu. Mogłam zapytać, z jakich grzybów tym razem jest zupa, ale założyłam, że będzie tak samo pyszna, jak za pierwszym razem. I tu niespodzianka. Zupa była strasznie przesolona i pływały w niej podgrzybki. O ile do podgrzybków nie ma się co przyczepiać, w karcie wyraźnie napisali „grzybowa”, a nie „borowikowa”,  to ilość soli niemalże przyprawiła mnie o nadciśnienie. 😉

Wychodzi więc na to, że w Pasta e Pesto w Kołobrzegu kuchnia jest bardzo nierówna, a obsługa po sezonie koszmarnie wymęczona, choć miła. Jest jednak szansa, że wrócę na kolejny talerz grzybowej, bo może znowu uda mi się trafić na ambrozję, a nie gwóźdź do trumny nadciśnieniowca. 😉

M: Informacje, jakoby obsługa w Pasta e Pesto była niezbyt miła, można wsadzić między bajki. Fakt, dziewczyna, która nas obsługiwała była zabiegana i zmęczona, ale miła i nawet czasem się uśmiechała. Bardziej niemili byli klienci, którzy przy jedzeniu koniecznie musieli palić, bo mają takie prawo i mają to gdzieś, że komuś może przeszkadzać dym. Gdyby tylko było miejsce i można było się przesiąść.  Nie było i czekadełko zjedliśmy w oparach dymu papierosowego.

Zupa Frutti Di Mare była wyborna. Wspaniale gęsta, odpowiednio pikantna i bogata w owoce morza. Mała rada, jeśli nie przepadasz za ostrymi potrawami, lepiej ją sobie odpuść, bo nie będzie to dla ciebie przyjemna przygoda. Dla mnie ta zupa, to jedna z najlepszych zup rybnych jakie dane było mi jeść. Po prostu rewelacja i już.

Druga zupa, którą zjadłem podczas kolejnej wizyty, nie była już tak rewelacyjna. Starciatella (jeśli wierzyć karcie) lub Straciatella (jeśli wierzymy w paragony i zdrowy rozsądek) była zbyt słona. Poprawna, ale zdecydowanie za słona. Jakby ktoś zrobił rosół z kostki i dorzucił do niego ziarenka smaku. Kluseczki były jednak doskonałe.

Pizza Gorgonzola. Poprawna. Niestety tylko poprawna. Po tak doskonałej zupie rybnej oczekiwałem mocnego uderzenia. Dostałem poprawną pizzę, z odrobinę mokrym szpinakiem. Była smaczna i nawet można było wyczuć gorgonzolę, ale nie obraziłbym się, gdyby tego sera było więcej. Zjadłem i czułem pewien zawód. Bo ta zupa przygotowała mnie na coś więcej, na kolejną symfomię smaku. To straszne. jak dobra potrawa wypada blado w zestawieniu z doskonałą.

Koktajl Lamenta to po prostu… poezja. Kolorowy, smaczny i pozbawiony alkoholu. Dawno nie piłem tak dobrego koktajlu bezalkoholowego. Prawdziwe niebo w gębie. Owocowe, miętowe, kwaśne. A ja lubię kwaśne. Dla mnie idealne połączenie.

Ogólnie byłem zadowolony z jedzenia jakie dane było mi zjeść. Trochę martwi mnie nierówny poziom potraw. Może miałem pecha? Może kucharz miał gorszy dzień? Nie wiem. Wiem jednak, że jeszcze tam wrócimy, bo… chyba warto. Gdybyśmy wzięli pod uwagę jedynie pierwszą wizytę, ocena byłaby zdecydowanie wyższa. Niestety kilo soli zrobiło swoje.

 

adres: Pasta e Pesto, Armii Krajowej 24/7, Kołobrzeg
www.facebook.com/Pastaepesto3

O Autorze

Karolina

Podobne Posty

  • Star­cia­tella (jeśli wie­rzyć kar­cie) lub Stra­cia­tella (jeśli wie­rzymy w para­gony i zdrowy roz­są­dek)

    You made my day