Dziś będą wspo­minki z tej samej restau­ra­cji, co wczo­raj. I nie, nie zje­dli­śmy wszyst­kiego na raz, to była po pro­stu druga wizyta. I przy oka­zji zagadka, co jest na zdjęciu?

Nie, to nie pizza. A wła­ści­wie pizza, ale taka spe­cjalna, turecka. Nazywa się lah­ma­cun i prze­pięk­nie wyma­wia­li­śmy tę nazwę jako „lama­kun”, dopóki nie oka­zało się, że to jed­nak „lah­ma­dżun”, co kom­plet­nie zbiło mnie z tropu i pod­dało w wąt­pli­wość moje zdol­no­ści językowe.

Po prze­łknię­ciu porażki lin­gwi­stycz­nej pozo­stało prze­łknię­cie lah­ma­cun, który, czy też która oka­zała się być nie jed­nym, a trzema spo­rymi plac­kami. Zje­dli­śmy po dwa. Wię­cej nie weszło. A było dobre, pla­cek droż­dżowy z mie­loną jagnię­ciną. Tro­chę pikantne, ale naprawdę smaczne.

O Autorze

Karolina

Podobne Posty