Can­tucci to ciastka, które w moim domu mają wyjąt­kowe miej­sce. Ba! Mają nawet swoje pudełko. I lepiej, żeby było nimi wypeł­nione. Ina­czej jest lament, płacz i maru­dze­nie. ;) W końcu to ciastka ide­alne do kawy. W dodatku cudow­nie chrupiące.

Moje pierw­sze can­tucci były z paczki. Wło­skie niby, ale z paczki. Sma­ko­wały mi bar­dzo. Ale poja­wiła się też myśl, że to musi być naprawdę pro­ste do zro­bie­nia. I tanie (w Almie cena tych pro­stych cia­stek potrafi prze­kro­czyć 100 zł/kg!) Poszu­ki­wa­nie prze­pisu ide­al­nego i dosto­so­wa­nie go do naszych upodo­bań nie zajęło mi wiele czasu. Teraz robię can­tucci nie­mal z zamknię­tymi oczami. W dodatku z podwo­jo­nej ilo­ści skład­ni­ków, bo mają już swo­ich sta­łych wiel­bi­cieli, któ­rych nie spo­sób nimi nie obdarować.

Skład­niki:

  • 500 g mąki (+ garść mąki do podsypywania)
  • 300 g migdałów
  • 200 g cukru
  • 100 g masła
  • 4 jajka (3 do cia­sta, 1 do smarowania)
  • skórka z 1 cytryny
  • szczypta soli
  • 1 pła­ska łyżeczka proszku do pieczenia

Spo­sób przygotowania:

1. Mig­dały sie­kamy. Albo wrzu­camy do malak­sera lub innego cudow­nego urzą­dze­nia, które deli­kat­nie roz­drobni mig­dały, ale nie zamieni ich w proszek.

2. Wszyst­kie syp­kie skład­niki wrzu­camy do miski na tyle wygod­nej, żeby móc w niej wymie­szać cia­sto. Dorzu­camy roz­trze­pane jajka (3), skórkę cytry­nową, roz­pusz­czone masło oraz mig­dały i mie­szamy. Cia­sta nie trzeba wyra­biać, wystar­czy połą­czyć skład­niki. Cia­sto ma odcho­dzić od ręki, więc jeśli się klei – pod­sy­pu­jemy je mąką (po to ta dodat­kowa garstka).

3. Z cia­sta for­mu­jemy wałki takie jak na zdję­ciu. Ich wiel­kość tak naprawdę zależy od tego jak duże ciastka chcemy uzy­skać. Pier­wotny prze­pis zakła­dał ufor­mo­wa­nie 4 wał­ków o dłu­go­ści stan­dar­do­wej bla­chy pie­kar­nika. Ja robię ich 5–6. Ważne żeby były podob­nej gru­bo­ści. Wałki lekko spłasz­czamy i ukła­damy na wyło­żo­nej papie­rem do pie­cze­nia blaszce zacho­wu­jąc odstępy (pod­czas pie­cze­nia cia­sto uro­śnie). Każdy wałek sma­ru­jemy roz­trze­pa­nym jaj­kiem. Wkła­damy bla­chę do pie­kar­nika nagrza­nego do 180 stopni i pie­czemy ok. 30 minut.

4. Po upły­wie pół godziny wycią­gamy nasze wałki z pie­kar­nika. Kro­imy uko­śnie na kromki o gru­bo­ści ok. 1 cm. Co prawda roz­są­dek naka­zy­wałby zacze­kać aż wysty­gną, ja jed­nak nie mam na to nigdy czasu i jakimś cudem nie udało mi się jesz­cze popa­rzyć. Kroję wałki na kromki jesz­cze gorące.

5. Kromki należy uło­żyć na tej samej bla­sze, wyło­żo­nej tym samym papie­rem do pie­cze­nia, na któ­rym leżały wałki. Wkła­damy je do pie­kar­nika na ok 15–20 minut. Wycią­gamy. Prze­wra­camy na drugą stronę. Wsta­wiamy na kolejne 15–20 minut. I gotowe.

Porady do prze­pisu:

1. Mig­dały kupu­jemy zwy­kłe, w brą­zo­wych skór­kach i abso­lut­nie nic z tymi skór­kami nie robimy. Nie parzymy, nie obie­ramy. Jedy­nie sie­kamy mig­dały na mniej­sze kawałki. W zupeł­no­ści wystar­czy, jak każdy mig­dał prze­kro­imy na pół.

2. Moje pierw­sze próby z can­tucci wyglą­dały w ten spo­sób, że do wymie­sza­nego cia­sta na koniec dorzu­ca­łam mig­dały. I uwierz­cie mi, mie­sza­nie tego ręką nie jest przy­jem­nym zaję­ciem. Mig­dały wypa­dają, nie chcą się wmie­szać, trzeba się namę­czyć. Oka­zało się jed­nak, że dużo łatwiej jest, gdy mig­dały wrzu­cimy do syp­kich skład­ni­ków razem z jaj­kami i masłem. Wymie­sza­nie zaj­muje dosłow­nie moment i jest mniej męczące.

3. Odstępy pomię­dzy suro­wymi wał­kami z cia­sta na bla­sze powinny być co naj­mniej 2-centymetrowe. A to dla­tego, że cia­sto uro­śnie. A jak nie zro­bimy odstę­pów, to się poskleja.

4. Nikogo nie nakła­niam do kro­je­nia cia­sta na kromki na gorąco. Jeśli macie czas – zacze­kaj­cie aż cia­sto wysty­gnie. Nie ma to jed­nak wpływu na smak czy wygląd cia­stek, jedy­nie zaj­muje wię­cej czasu. Dla mnie jedyna nie­do­god­ność jest taka, że po każ­dym wałku muszę naostrzyć nóż, bo strasz­nie szybko robi się tępy.

5. Pod­czas kro­je­nia wał­ków cia­sto się kru­szy (im ostrzej­szy nóż tym mniej). Zazwy­czaj są to okru­chy upie­czo­nego, choć bla­dego cia­sta. Nie wyrzu­cam ich nigdy. Zawsze mam zamiar wyko­rzy­stać je do zro­bie­nia deseru na bazie musu owo­co­wego i jogurtu, do posy­pa­nia lodów lub doda­nia do płat­ków. Jed­nak na zamia­rze się koń­czy, gdyż nawet okruszki zni­kają w zadzi­wia­jąco szyb­kim tempie…

6. W wielu prze­pi­sach zaleca się aby pokro­jone już can­tucci sma­ro­wać z obu stron roz­trze­pa­nym jaj­kiem. Tym samym, któ­rym sma­ruje się wierzch wał­ków. Robi­łam tak kilka razy i stwier­dzam, że nie­po­sma­ro­wane są jed­nak deli­kat­niej­sze i bar­dziej kruche.

7. Czas pie­cze­nia pokro­jo­nych kro­mek jest sprawą indy­wi­du­alną. Zależy od tego jak duże i jak grube can­tucci macie. Stąd też mój wybór 5–6 wał­ków z cia­sta zamiast 4. Im mniej­sze, tym kró­cej się pieką. Ważne jest, aby wie­dzieć, jaki efekt chce się uzy­skać. Can­tucci mają być suche, twarde i chru­piące. Takie słod­kawe suchary. Nic się w środku nie może cia­gnąć. Dla­tego też zda­rzyło mi się dodat­kowo pod­pie­kać can­tucci po wysty­gnię­ciu, gdy oka­zy­wało się że w środku są jesz­cze odro­binę wil­gotne. Nie pole­cam jed­nak ter­mo­obiegu, gdyż to naj­prost­sza droga do spa­le­nia ciastek.

8. Can­tucci to z zało­że­nia ciastka do dłu­giego prze­cho­wy­wa­nia. Szczel­nie zamy­kane pudełko lub puszka i can­tucci może prze­trwać nawet kilka mie­sięcy. Nie sądzę jed­nak żeby kie­dy­kol­wiek było mi dane spraw­dze­nie tego. W moim domu can­tucci zni­kają błyskawicznie.

Pod­su­mo­wa­nie:
Nazwa Prze­pisu
Prze­pis na cantucci
Opu­bli­ko­wany
Czas przy­go­to­wa­nia
Ocena
5 oparta na 10 głosach

O Autorze

Karolina